Na Mikołaja dostałam od mamusi pieniążka i polecenie: kup se za to porządny pędzel, bo ten Twój mnie drapie! :P Jeeennnyyyy nooooo czego chcieć po pędzlu za 5złotych?! Mi wystarczał :) A mame maluję raz na ruski rok, na wesele jakieś. Czyli tak minimum 4 razy w roku xD Tak się mamie "powodzi" ;)
Oczywiście nie kupiłam sobie pędzla na Mikołaja. Zakupu dokonałam... Niedawno ;) No co? Nie miałam czasu :P
Kupiłam sobie od razu 2 pędzle, a co się będę szczypać :P Oto i one:
do pudru/podkładu
do rozcierania cieni
Włosie syntetyczne. Podobno miało być super hiper ekstra miękkie. I jest :] Nieco uszmytrane pędzelki, bo używane bezpośrednio przed robieniem zdjęć. Mogę je polecić, godne swej ceny, włosie nie wypada, a takie mięciusie, że aż żal kończyć makijaż ;)
Pozdrawiam!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 10 lutego 2014
środa, 29 stycznia 2014
208.
Nawiązując do wczoraj - będąc w potrzebie kupiłam w Biedronce Delikatny żel-krem łagodzący BeBeauty. I jestem zaskoczona! Pomijam, że dla mnie za bardzo naperfumowany, ale tak to bardzo pozytywnie, jak na Biedronke :P i zawartość parabenów :P
O żelo-kremie:
-pojemność 150ml, nie wiem kiedy zużyję to opakowanie....
-zapach jak dla mnie zbyt intensywny. Na początku mnie to denerwowało, teraz już mi to wisi - że tak powiem :P
-konsystencja...no dokładnie taka jak piszą- krem zmieszany z żelem :D ale dobrze się rozprowadza, fajnie zmywa
-wręcz rewelacyjny jeśli chodzi o demakijaż
-nie podrażnił mi oczu, choć byłam przekonana, że tak się stanie, ale z drugiej strony nie otwieram oczu jak mam to coś na twarzy :P nie ma co ryzykować ;]
-ceny nie pamiętam w sumie, poniżej 8zł na pewno
-opakowanie też fajne, wyciska się tyle kosmetyku ile się chce, nic nie kapie, nie gromadzi się w zatyczce itp.
Generalnie na plus.
Skład:
Piosnka na dziś:
Pozdrawiam!
O żelo-kremie:
-pojemność 150ml, nie wiem kiedy zużyję to opakowanie....
-zapach jak dla mnie zbyt intensywny. Na początku mnie to denerwowało, teraz już mi to wisi - że tak powiem :P
-konsystencja...no dokładnie taka jak piszą- krem zmieszany z żelem :D ale dobrze się rozprowadza, fajnie zmywa
-wręcz rewelacyjny jeśli chodzi o demakijaż
-nie podrażnił mi oczu, choć byłam przekonana, że tak się stanie, ale z drugiej strony nie otwieram oczu jak mam to coś na twarzy :P nie ma co ryzykować ;]
-ceny nie pamiętam w sumie, poniżej 8zł na pewno
-opakowanie też fajne, wyciska się tyle kosmetyku ile się chce, nic nie kapie, nie gromadzi się w zatyczce itp.
Generalnie na plus.
Skład:
Piosnka na dziś:
Pozdrawiam!
wtorek, 28 stycznia 2014
207.
Nie wiem czy ten post będzie można nazwać recenzją... Bo nie mam czasu się rozpisywać ;) Zresztą co tu dużo mówić: polecam wszystkim piankę do mycia twarzy La Roche-Posay :) Mama dostała w aptece jako darmową próbkę. Jak na próbkę - 50ml to całkiem sporo.
Co o piance:
-delikatna dla skóry
-nie podrażnia oczu
-bardzo dobrze zmywa makijaż, na czym najbardziej mi zależało
-subtelny zapach
-bardzo dobra wydajność w sumie
-konsystencja: ciecz, która po naciśnięciu pompki zmienia się w piankę - normalnie magia! xD hahahaha, idiotka ;)
Nie wiem jak to wygląda cenowo, nie kupiłam pełnowymiarowego opakowania, bo się zagapiłam, nagle się skończyła i byłam w potrzebie, więc nabyłam to, co akurat było pod ręką, ale o tym jutro ;)
Analiza składu (aż się dziwię sama sobie, że miałam czas i chęci to wpisywać do kompa)
Mnie nie podrażniła, nie posypał mi się pryszcze, nie wysuszyło - polecam :)
Pozdrawiam!
Co o piance:
-delikatna dla skóry
-nie podrażnia oczu
-bardzo dobrze zmywa makijaż, na czym najbardziej mi zależało
-subtelny zapach
-bardzo dobra wydajność w sumie
-konsystencja: ciecz, która po naciśnięciu pompki zmienia się w piankę - normalnie magia! xD hahahaha, idiotka ;)
Nie wiem jak to wygląda cenowo, nie kupiłam pełnowymiarowego opakowania, bo się zagapiłam, nagle się skończyła i byłam w potrzebie, więc nabyłam to, co akurat było pod ręką, ale o tym jutro ;)
Analiza składu (aż się dziwię sama sobie, że miałam czas i chęci to wpisywać do kompa)
Mnie nie podrażniła, nie posypał mi się pryszcze, nie wysuszyło - polecam :)
Pozdrawiam!
piątek, 22 lutego 2013
150.
Sucha skóra. Któż nie ma z tym problemu :P Ja od zawsze miałam przeraźliwie suchą skórę, szczególnie na nogach. Ale wcieranie balsamów...? Komu by się chciało? I to codziennie? eee... A te wszystkie balsamy, drogeryjne czy katalogowe - tylko maskują problem. Po zmyciu mazidła znów wyłazi na wierzch sucha, biała wręcz skóra.
Ale te czasy już minęły :) Znalazłam coś, co chce mi się wcierać i co przynosi efekty! O czym mowa? O oliwce pielęgnacyjnej Hipp'a :) To oliwka inna niż reszta, daleko jej do Johnsona. A w zasadzie to Johnsons jest daleko z tyłu za tą oliwką :)
Zachwycił mnie banalny skład, bez żadnej chemii. Opakowanie co prawda bez pompki, ale otworek jest tak wyprofilowany, że oliwka nie wylewa się i nie brudzi wszystkiego dokoła. Jest bardzo wydajna, pachnie bardzo delikatnie, a skóra jest tak cudowna w dotyku, że nie można przestać się miziać! :D I wciera się ją od razu pod prysznicem, tzn. zaraz po skończeniu kąpieli. Resztki wody z ciała strząsam ręką i wtedy, na tą wilgotną skórę aplikuję nieco oliwki. Otulam się ręcznikiem albo szlafrokiem, żeby "doschnąć" i tyle. Nawet jak przez kilka następnych dni po kąpieli nie wcieram oliwki, to skóra i tak pozostaje nawilżona i gładka. Ciekawa jestem jak moja skóra będzie współpracować z oliwką w czasie upałów. Na zimę jednakże jest idealna :)
Johnson's zawsze mi się wszedzie rozlewał i wszystko brudził. Bez obaw, Hipp takich cyrków nie odstawia ;) Szczerze polecam! :) Oliwka Hipp została moim ulubionym zimowym "balsamem" :) Mam nadzieję, że będzie się sprawdzać cały rok :)
Pozdrawiam!
Ale te czasy już minęły :) Znalazłam coś, co chce mi się wcierać i co przynosi efekty! O czym mowa? O oliwce pielęgnacyjnej Hipp'a :) To oliwka inna niż reszta, daleko jej do Johnsona. A w zasadzie to Johnsons jest daleko z tyłu za tą oliwką :)
Zachwycił mnie banalny skład, bez żadnej chemii. Opakowanie co prawda bez pompki, ale otworek jest tak wyprofilowany, że oliwka nie wylewa się i nie brudzi wszystkiego dokoła. Jest bardzo wydajna, pachnie bardzo delikatnie, a skóra jest tak cudowna w dotyku, że nie można przestać się miziać! :D I wciera się ją od razu pod prysznicem, tzn. zaraz po skończeniu kąpieli. Resztki wody z ciała strząsam ręką i wtedy, na tą wilgotną skórę aplikuję nieco oliwki. Otulam się ręcznikiem albo szlafrokiem, żeby "doschnąć" i tyle. Nawet jak przez kilka następnych dni po kąpieli nie wcieram oliwki, to skóra i tak pozostaje nawilżona i gładka. Ciekawa jestem jak moja skóra będzie współpracować z oliwką w czasie upałów. Na zimę jednakże jest idealna :)
Johnson's zawsze mi się wszedzie rozlewał i wszystko brudził. Bez obaw, Hipp takich cyrków nie odstawia ;) Szczerze polecam! :) Oliwka Hipp została moim ulubionym zimowym "balsamem" :) Mam nadzieję, że będzie się sprawdzać cały rok :)
Pozdrawiam!
poniedziałek, 21 stycznia 2013
143.
Makijaż już prezentowałam w sumie... Ale to był próbny. Teraz wersja z Balu Elektryka :) Bardzo delikatny.
Pozdrawiam! :)
czwartek, 10 stycznia 2013
139.
Odkrycie roku 2013! Mydło laurowe Aleppo!!! :)
Pewnie nie jedna z Was - czytaczek mego skromnego bloga :P, słyszała o tym naturalnym mydełku. Jest to syryjskie, ręcznie robione mydło, z naturalnych składników. Głownymi składnikami są olej z oliwek i olej laurowy. Nie testowane na zwierzętach. Nie zawiera barwników, perfum i innych sztucznych substancji. Sama natura ;)
Nazwa wzięła się od miasta Aleppo, w którym to mydło produkowane jest od ponad 2000 lat! Zanim trafi do sklepów, jest suszone na powietrzu 8-9 miesięcy. Jest to czas niezbedny, aby mydło zmieniło konsystencję z płynnej na twardą kostkę.
Każde mydełko ma pieczątkę - wygląda bardzo orientalnie ;)
Olej laurowy działa jak naturalny antybiotyk, ma właściwości dezynfekujace i odżywiające. Pomaga na trądzik, łuszczycę, egzemę, łupież...
Dostepne są różne wersje, że tak powiem, procentowe :P Czyli o różnej zawartości oleju laurowego. Im większe problemy ze skórą, tym wyższy procent wybieramy. Ja mam mydło 15-procentowe, bo nie mam jakiś wielkich problemów dermatologicznych.
Zapach? Hmm.. Kojarzy mi się z czyms z domu mojej ś.p. Babci. Ale nie mogę sobie przypomnieć... Na pewno nie jest to zaden intensywny ani drażniący zapach.
Sposób użycia bardzo prosty - zwilzoną skórę twarzy pocierać mydłem, aż będzię się ono lepić do skóry i ciągnąć. Trwa to dosłownie kilka sekund. Następnie pozostawiamy mydło na skórze jakąś minutkę (wtedy zasycha i nie można sie usmiechać ;D), a potem spłukujemy letnią wodą.
Moje pierwsze wrażenie generalne? Już nigdy się z nim nie rozstanę! :D Skóra jak pupcia mojego chrześniaczka - taka delikatna i gładka! :) Cud miód i orzeszki :) Po prostu nie można przestać miziać się po twarzy! Skóra jest dobrze oczyszczona, napięta, delikatna i promienna :) Nic nigdy nie dało mi takiego efektu na twarzy.
Akurat nie mam żadnego pryszcza, więc nie powiem czy rzeczywiście aleppo to zwalcza, ale odkąd je używam, to nic mi nie wyskoczyło :)
Jednakże miałam wysypke na dekolcie, z którą od 2 tygodni nie mogłam sobie poradzić. Dwa razy (!) umyłam skórę aleppo i żegnaj wysypko! :)
Mydełko jest absolutnie cudowne i nie wiem jak mogłam przedtem żyć bez niego.. Już zawsze będzie mi towarzyszyć :)
Bardzo gorąco wszystkim polecam mydło Aleppo! :)
Pozdrawiam!
Pewnie nie jedna z Was - czytaczek mego skromnego bloga :P, słyszała o tym naturalnym mydełku. Jest to syryjskie, ręcznie robione mydło, z naturalnych składników. Głownymi składnikami są olej z oliwek i olej laurowy. Nie testowane na zwierzętach. Nie zawiera barwników, perfum i innych sztucznych substancji. Sama natura ;)
Nazwa wzięła się od miasta Aleppo, w którym to mydło produkowane jest od ponad 2000 lat! Zanim trafi do sklepów, jest suszone na powietrzu 8-9 miesięcy. Jest to czas niezbedny, aby mydło zmieniło konsystencję z płynnej na twardą kostkę.
Każde mydełko ma pieczątkę - wygląda bardzo orientalnie ;)
Olej laurowy działa jak naturalny antybiotyk, ma właściwości dezynfekujace i odżywiające. Pomaga na trądzik, łuszczycę, egzemę, łupież...
Dostepne są różne wersje, że tak powiem, procentowe :P Czyli o różnej zawartości oleju laurowego. Im większe problemy ze skórą, tym wyższy procent wybieramy. Ja mam mydło 15-procentowe, bo nie mam jakiś wielkich problemów dermatologicznych.
Zapach? Hmm.. Kojarzy mi się z czyms z domu mojej ś.p. Babci. Ale nie mogę sobie przypomnieć... Na pewno nie jest to zaden intensywny ani drażniący zapach.
Sposób użycia bardzo prosty - zwilzoną skórę twarzy pocierać mydłem, aż będzię się ono lepić do skóry i ciągnąć. Trwa to dosłownie kilka sekund. Następnie pozostawiamy mydło na skórze jakąś minutkę (wtedy zasycha i nie można sie usmiechać ;D), a potem spłukujemy letnią wodą.
Moje pierwsze wrażenie generalne? Już nigdy się z nim nie rozstanę! :D Skóra jak pupcia mojego chrześniaczka - taka delikatna i gładka! :) Cud miód i orzeszki :) Po prostu nie można przestać miziać się po twarzy! Skóra jest dobrze oczyszczona, napięta, delikatna i promienna :) Nic nigdy nie dało mi takiego efektu na twarzy.
Akurat nie mam żadnego pryszcza, więc nie powiem czy rzeczywiście aleppo to zwalcza, ale odkąd je używam, to nic mi nie wyskoczyło :)
Jednakże miałam wysypke na dekolcie, z którą od 2 tygodni nie mogłam sobie poradzić. Dwa razy (!) umyłam skórę aleppo i żegnaj wysypko! :)
Mydełko jest absolutnie cudowne i nie wiem jak mogłam przedtem żyć bez niego.. Już zawsze będzie mi towarzyszyć :)
Bardzo gorąco wszystkim polecam mydło Aleppo! :)
Pozdrawiam!
wtorek, 8 stycznia 2013
137.
Pod choinkę wpadło trochę grosza, więc postanowiłam zafundować sobie parę naturalnych dla skóry przyjemności :)
Od dawna chodziło mi po głowie mydełko Aleppo (a wszystko przez Agę :P ), olejek arganowy, glinka - akurat wybrałam żółtą, francuską (glinka też przez Ciebie :P ) i jeszcze postanowiłam zaszaleć z kwasem hialuronowym. Wszystko kupiłam na allegro, w sklepie Czas dla natury. Jest z Krakowa, więc podjechałam sobie po kosmetyki :) Dziś tylko zdjęcia, a jak przetestuję, to napiszę Wam coś więcej.
Pozdrawiam!
Od dawna chodziło mi po głowie mydełko Aleppo (a wszystko przez Agę :P ), olejek arganowy, glinka - akurat wybrałam żółtą, francuską (glinka też przez Ciebie :P ) i jeszcze postanowiłam zaszaleć z kwasem hialuronowym. Wszystko kupiłam na allegro, w sklepie Czas dla natury. Jest z Krakowa, więc podjechałam sobie po kosmetyki :) Dziś tylko zdjęcia, a jak przetestuję, to napiszę Wam coś więcej.
Pozdrawiam!
poniedziałek, 7 stycznia 2013
136.
Obiecałam napisać parę słów o cieniu FM, więc spełniam dane słowo.
Mineral Loose Eyeshadow w kolorze Vanilla Cream czyli mineralny sypki cień o ciekawym i poszukiwanym od dawna przeze mnie kolorze :)
Przede wszystkim cień jest matowy i już ma za to plusik :) Druga sprawa, że jest mineralny - kolejny plusik. Cień jest w plastikowym słoiczku, z siteczkiem, więc podróżować z nim ciężko, bo się wysypuje poza siteczko. Ale dla mnie to nie stanowi problemu - wystarczyć stuknąć nim o stół ze dwa razy i już ;) Co prawda nie wraca za siteczko, ale sie nie wysypuje z opakowania. Kolor... trochę beżowy, trochę różowy ;) Na zdjęciach w poprzednim poście wyszedł całkowicie beżowo.. HHmm.. Dla mnie kolor jest idealny! - plusik :) Aplikuje się go rewelacyjnie (plusik!) - w zależności od widzimisie, można nim delikatnie musnąć powieki lub pociapkać trochę więcej, by kolor był intensywniejszy. Gorzej jeśli chodzi o trwałość - cały dzień bez poprawek nie wytrzyma, bo znika mi w załamaniu powieki, więc minusik... Przynajmniej się nie wałkuje.
Cena - ok. 16zł. Na pewno znacie kogoś, kto rozprowadza kosmetyki FM - u nich pytajcie. Cienie są w różnych i naprawdę pięknych kolorach! Matowe i błyszczące.
Generalnie - polecam :)
Mineral Loose Eyeshadow w kolorze Vanilla Cream czyli mineralny sypki cień o ciekawym i poszukiwanym od dawna przeze mnie kolorze :)
Przede wszystkim cień jest matowy i już ma za to plusik :) Druga sprawa, że jest mineralny - kolejny plusik. Cień jest w plastikowym słoiczku, z siteczkiem, więc podróżować z nim ciężko, bo się wysypuje poza siteczko. Ale dla mnie to nie stanowi problemu - wystarczyć stuknąć nim o stół ze dwa razy i już ;) Co prawda nie wraca za siteczko, ale sie nie wysypuje z opakowania. Kolor... trochę beżowy, trochę różowy ;) Na zdjęciach w poprzednim poście wyszedł całkowicie beżowo.. HHmm.. Dla mnie kolor jest idealny! - plusik :) Aplikuje się go rewelacyjnie (plusik!) - w zależności od widzimisie, można nim delikatnie musnąć powieki lub pociapkać trochę więcej, by kolor był intensywniejszy. Gorzej jeśli chodzi o trwałość - cały dzień bez poprawek nie wytrzyma, bo znika mi w załamaniu powieki, więc minusik... Przynajmniej się nie wałkuje.
Cena - ok. 16zł. Na pewno znacie kogoś, kto rozprowadza kosmetyki FM - u nich pytajcie. Cienie są w różnych i naprawdę pięknych kolorach! Matowe i błyszczące.
Generalnie - polecam :)
niedziela, 6 stycznia 2013
135.
Pierwszy post w nowym 2013 roku! :)
I od razu nowość - zdjęcia makijażu, ale tylko oczu :P A w zasadzie oka ;)
Przy okazji prezentacja eyelinera użytego do make-up'u. Zapraszam! :)
Gel eyeliner z firmy essence + specjalny pędzelek z tejże firmy to moje mega-odkrycie :)
W zasadzie podpowiedziała mi to Aga, że eyeliner jest super, tylko się trzeba nauczyc kreski robić :D Z tym to jeszcze różnie bywa. Jak nie mam jakiegoś wyjścia - to kreski super. Jak bardzo mi zależy.... To wiecie, nie wychodzi :P
Miałam kiedyś eyeliner z pędzelkiem w płynie, taki zwykły z miss sporty, ale okropnie mnie szczypał po powiekach i pochłonęło go krakowskie MPO ;) Prócz pędzelka, wymyłam - kiedyś się do czegoś przyda ;)
Jeszcze o samym eyelinerze z essence - bardzo czarny żel, wodoodporny, więc śmiało sobie można pobeczeć, a i tak nie spłynie. Bardzo mi się podoba, że opakowanie jest szklane, a nie zwykła plastikowa pipidówa. Zapach... Hhhmmm - jak w ośrodku w Wilamowicach :D Ale na szczęście żeby to poczuc to trzeba sie porządnie wwąchać ;) Pędzelek cacy, dobrze ściety, wyprofilowany. Tak jak mówię - trzeba tylko poćwiczyć ;) Ja nadal się uczę :)
To tyle o tym małym zestawie z essence do kresek. U mnie ma najwyższą notę i nie wiem czy coś go strąci z piedestału :)
O cieniu z FM i EDM napiszę innym razem ;) Pozdrawiam!
I od razu nowość - zdjęcia makijażu, ale tylko oczu :P A w zasadzie oka ;)
Przy okazji prezentacja eyelinera użytego do make-up'u. Zapraszam! :)
Gel eyeliner z firmy essence + specjalny pędzelek z tejże firmy to moje mega-odkrycie :)
W zasadzie podpowiedziała mi to Aga, że eyeliner jest super, tylko się trzeba nauczyc kreski robić :D Z tym to jeszcze różnie bywa. Jak nie mam jakiegoś wyjścia - to kreski super. Jak bardzo mi zależy.... To wiecie, nie wychodzi :P
Miałam kiedyś eyeliner z pędzelkiem w płynie, taki zwykły z miss sporty, ale okropnie mnie szczypał po powiekach i pochłonęło go krakowskie MPO ;) Prócz pędzelka, wymyłam - kiedyś się do czegoś przyda ;)
Jeszcze o samym eyelinerze z essence - bardzo czarny żel, wodoodporny, więc śmiało sobie można pobeczeć, a i tak nie spłynie. Bardzo mi się podoba, że opakowanie jest szklane, a nie zwykła plastikowa pipidówa. Zapach... Hhhmmm - jak w ośrodku w Wilamowicach :D Ale na szczęście żeby to poczuc to trzeba sie porządnie wwąchać ;) Pędzelek cacy, dobrze ściety, wyprofilowany. Tak jak mówię - trzeba tylko poćwiczyć ;) Ja nadal się uczę :)
To tyle o tym małym zestawie z essence do kresek. U mnie ma najwyższą notę i nie wiem czy coś go strąci z piedestału :)
O cieniu z FM i EDM napiszę innym razem ;) Pozdrawiam!
piątek, 28 grudnia 2012
134.
Skończył mi się krem do twarzy... Chciałam spróbować cos nowego, więc pół godziny ślęczałam w rossmanie. aż w końcu wybrałam krem NoniCare Garden of Eden :P
Skusiłam się, bo ma dużo naturalnych ekstraktów, w tym sok z owocu Noni, a kiedyś ten sok piłam na odpornośc, więc zaryzykowałam. Ma jakieś tam standardy naturalności itp.
Tubka o pojemności 50ml, wygodne dozowanie produktu.
Niewielka ilośc kremu potrzebna, bardzo dobrze sie rozsmarowywuje i czyni skórę gładką.
Zapach.. ciężko mi określić, ale nie drażniący.
Konsystencja rzadkiego kremu.
Nie zawiera parabenów, sztucznych barwników, silikonów ani parafiny.
Załaczam analizę składu. Martwi mnie wysoka komedogenność 2 składników, ale zobaczy jak się będzie sprawdzać. Mam nadzieję, że OK :)
Analiza składu www.cosdna.com
Pozdrawiam!
Skusiłam się, bo ma dużo naturalnych ekstraktów, w tym sok z owocu Noni, a kiedyś ten sok piłam na odpornośc, więc zaryzykowałam. Ma jakieś tam standardy naturalności itp.
Tubka o pojemności 50ml, wygodne dozowanie produktu.
Niewielka ilośc kremu potrzebna, bardzo dobrze sie rozsmarowywuje i czyni skórę gładką.
Zapach.. ciężko mi określić, ale nie drażniący.
Konsystencja rzadkiego kremu.
Nie zawiera parabenów, sztucznych barwników, silikonów ani parafiny.
Załaczam analizę składu. Martwi mnie wysoka komedogenność 2 składników, ale zobaczy jak się będzie sprawdzać. Mam nadzieję, że OK :)
![]() | |
| http://kobietamag.pl/miekkie-gladkie-usta-promienna-cera-owocowa-pielegnacja-twarzy-garden-eden-noni-care/ |
Analiza składu www.cosdna.com
Pozdrawiam!
piątek, 14 września 2012
110.
Ta recenzja już dawno powinna się pojawić, ale wiecie jak u mnie ostatnio krucho z czasem.. Więc dziś parę słów o Płynie do kąpieli Babydream, stosowanego jako szampon.
Pierwsze co ciśnie mi się na usta, to porównanie z Babydream fur Mama z tej serii. I naprawdę dla mam płyn jest lepszy :P
Zapach... No nie zachwyca.
Konsystencja gęstawa :P Kolor żółty, przezroczysty.
Pieni się o niebo lepiej niż B.fur Mama! Owszem, myje ładnie włosy, ale też je plącze..
Nie przyspiesza przetłuszczania, ani go nie spowalnia.
Nie ma parabenów i ciężkich chemikaliów, więc nie podrażnia. Jest bardzo delikatny.
Generalnie, ze względu na większą ilość składników odżywczych, wolę Babydream fur mama. Ale znów ten niebieski lepiej się pieni... No nie wiem, chyba po kosmetyku dla dzieci nie można się spodziewać wielce bogatego składu, żeby nie podrażnić tej delikatnej skóry. Więc w zasadzie nie mam się co czepiać. Jednakże nie jestem już małym berbeciem, więc następnym razem kupię ten różowy.
Polecam kupić obydwa Babydreamy i ocenić samemu, który lepszy ;)
Pozdrawiam!
P.S. Troche lakoniczna ta recenzja, ale czasu brak. A niektórzy mi wypominają, że nie ma nic nowego na blogu :P Więc się staram coś jednak skrobnąć ;)
Na dziś: Andre Rieu Kocham tego Pana!
Pierwsze co ciśnie mi się na usta, to porównanie z Babydream fur Mama z tej serii. I naprawdę dla mam płyn jest lepszy :P
Zapach... No nie zachwyca.
Konsystencja gęstawa :P Kolor żółty, przezroczysty.
Pieni się o niebo lepiej niż B.fur Mama! Owszem, myje ładnie włosy, ale też je plącze..
Nie przyspiesza przetłuszczania, ani go nie spowalnia.
Nie ma parabenów i ciężkich chemikaliów, więc nie podrażnia. Jest bardzo delikatny.
Generalnie, ze względu na większą ilość składników odżywczych, wolę Babydream fur mama. Ale znów ten niebieski lepiej się pieni... No nie wiem, chyba po kosmetyku dla dzieci nie można się spodziewać wielce bogatego składu, żeby nie podrażnić tej delikatnej skóry. Więc w zasadzie nie mam się co czepiać. Jednakże nie jestem już małym berbeciem, więc następnym razem kupię ten różowy.
Polecam kupić obydwa Babydreamy i ocenić samemu, który lepszy ;)
Pozdrawiam!
P.S. Troche lakoniczna ta recenzja, ale czasu brak. A niektórzy mi wypominają, że nie ma nic nowego na blogu :P Więc się staram coś jednak skrobnąć ;)
Na dziś: Andre Rieu Kocham tego Pana!
czwartek, 12 lipca 2012
102.
Kolejna mała recenzja ;) Tym razem odżywka do włosów. Tak się zastanawiałam.. jest tyle produktów do włosów, tyle milionów idzie na reklamę... tej chemii. Na dodatek drogiej. Naładowane to wszystko silnymi detergentami, silikonami, parabenami... Może lepiej przerzucić sie na coś mniej chemicznego, zdrowszego i.. tańszego? :) Szperam dużo w necie, szczególnie lubię zaglądać na różne blogi, gdzie dziewczyny recenzują kosmetyki. Mam pare ulubionych, które namiętnie czytam. Przede wszystkim polecam bloga Anwen. Zaglądam też do BlondHairCare. To dzięki tym dwóm dziewczętom zaczęłam zwracać uwagę na etykietki.
A wracając do odżywki. Miałam kilka w swoim życiu i zawsze mnie rozczarowywały. Obciążały niemiłosiernie włosy i powodowały, że przetłuszczały się dwa razy szybciej. Ale to już przeszłość :) Teraz jest ze mną Alterra: odżywka nawilżająca z granatem i aloesem! :) Do kupienia w Rossmanie. Dałam za nią jakieś 5-6zł (200ml), promocja akurat była :)
Zapach ma piękny! :) Ale czytałam, że niektórym się nie podoba. Kwestia gustu.
Konsystencja typowa dla odżywek.
Bardzo wydajna. Używam jej prawie codziennie.
Jest błyskawiczna. Nakłada się ją na umyte włosy. Trzeba wmasować i spłukać.
Nie zawiera silikonów ani parabenów (no ja mam jakąś zawodową alergię, unikam jak mogę!).
Przede wszystkim nie obciąża włosów, nie przyspiesza ich przetłuszczania, a daje wygładzenie, miękkość i blask!
Nawilża włosy, końcówki są w stanie idealnym, nie rozdwajają się (ale to na pewno również dzięki Babydream fur mama).
A rozczesywanie to przyjemność :)
Jestem megazadowolona i na pewno będę do niej wracać. Wypróbuję tez inne odżywki z Alterry :)
Polecam! :)
Jeśli ktoś chce wnikliwie zbadać skład kosmetyków to podsuwam Kosmopedię.
A wracając do odżywki. Miałam kilka w swoim życiu i zawsze mnie rozczarowywały. Obciążały niemiłosiernie włosy i powodowały, że przetłuszczały się dwa razy szybciej. Ale to już przeszłość :) Teraz jest ze mną Alterra: odżywka nawilżająca z granatem i aloesem! :) Do kupienia w Rossmanie. Dałam za nią jakieś 5-6zł (200ml), promocja akurat była :)
Zapach ma piękny! :) Ale czytałam, że niektórym się nie podoba. Kwestia gustu.
Konsystencja typowa dla odżywek.
Bardzo wydajna. Używam jej prawie codziennie.
Jest błyskawiczna. Nakłada się ją na umyte włosy. Trzeba wmasować i spłukać.
Nie zawiera silikonów ani parabenów (no ja mam jakąś zawodową alergię, unikam jak mogę!).
Przede wszystkim nie obciąża włosów, nie przyspiesza ich przetłuszczania, a daje wygładzenie, miękkość i blask!
Nawilża włosy, końcówki są w stanie idealnym, nie rozdwajają się (ale to na pewno również dzięki Babydream fur mama).
A rozczesywanie to przyjemność :)
Jestem megazadowolona i na pewno będę do niej wracać. Wypróbuję tez inne odżywki z Alterry :)
Polecam! :)
Jeśli ktoś chce wnikliwie zbadać skład kosmetyków to podsuwam Kosmopedię.
wtorek, 10 lipca 2012
100
Ale gratka! Setny post! :D Kiedy to przeszło :P
Myślę, że po 2 miesiącach używania przyszedł czas na recenzję szamponu Babydream fur Mama, do kupienia w Rossmanie (ok.10zł za 500ml).
Generalnie na blogach szum wielki o tym szamponie, a w zasadzie balsamie do kąpieli dla ciężarnych :P I różne są głosy. Jedni zachwyceni, inni mówią, że bez fajerwerków. Dorzucę i ja swoje 3 grosze ;)
Zapach... hmm.. jednego dnia go lubię, innego nienawidzę (dziś mi się podoba ;D ). Ale raczej typowy dla produktów dla dzieci (choć ten jest dla mam ;P ).
Jest bardzo kremowy, delikatny i dosyć rzadki.
Mało wydajny niestety, bo niezbyt się pieni. Tzn. mniejszą ilością też włosy umyję, ale tak mi się wtedy włosy plączą, że wolę go jednak więcej zużyć :P Starczył mi na prawie 2 miesiące codziennego używania (no przecież ma pół litra :P ).
Dobrze zmywa oleje, jeśli ktoś naoliwia włosy od czasu do czasu.
Początkowo wydaje się, że nasila przetłuszczanie włosów, ale po tygodniu to mija i redukuje przetłuszczanie :) Niewiele, ale zawsze coś. Jakby się uparł, to można myć włosy co 2 dni, ale ja wole codziennie, lepiej się czuję :P
Nie zawiera parabenów i innego chemicznego dziadostwa. Czyli wielki plus :)
Bogaty w pielęgnujące olejki, bardzo odżywczy. A po czym to poznać? Że po tych 2 miesiącach stosowania mam mnóstwo nowych włosów, które są krótsze od reszty i odstają mi na wszystkie strony, co mnie bardzo denerwuje, ale również cieszy, bo mi strasznie wypadały przedtem.. No i kolejną zaletą są mięciutkie włosy, zupełnie inne w dotyku (w porównaniu z innymi, bardzo chemicznymi szamponami).
Czym są poszczególne składniki tego Babydream'a można poczytać na blogu BlondHairCare.
Polecam :)
Teraz kupiłam Bbabydream dla dzieci (też płyn do kąpieli), bo akurat tych dla mam nie było. Podobno też jest niezły, okaże się :)
Pozdrawiam!
edit: nie, nie jestem w ciąży :P głupki ;)
Myślę, że po 2 miesiącach używania przyszedł czas na recenzję szamponu Babydream fur Mama, do kupienia w Rossmanie (ok.10zł za 500ml).
Generalnie na blogach szum wielki o tym szamponie, a w zasadzie balsamie do kąpieli dla ciężarnych :P I różne są głosy. Jedni zachwyceni, inni mówią, że bez fajerwerków. Dorzucę i ja swoje 3 grosze ;)
Zapach... hmm.. jednego dnia go lubię, innego nienawidzę (dziś mi się podoba ;D ). Ale raczej typowy dla produktów dla dzieci (choć ten jest dla mam ;P ).
Jest bardzo kremowy, delikatny i dosyć rzadki.
Mało wydajny niestety, bo niezbyt się pieni. Tzn. mniejszą ilością też włosy umyję, ale tak mi się wtedy włosy plączą, że wolę go jednak więcej zużyć :P Starczył mi na prawie 2 miesiące codziennego używania (no przecież ma pół litra :P ).
Dobrze zmywa oleje, jeśli ktoś naoliwia włosy od czasu do czasu.
Początkowo wydaje się, że nasila przetłuszczanie włosów, ale po tygodniu to mija i redukuje przetłuszczanie :) Niewiele, ale zawsze coś. Jakby się uparł, to można myć włosy co 2 dni, ale ja wole codziennie, lepiej się czuję :P
Nie zawiera parabenów i innego chemicznego dziadostwa. Czyli wielki plus :)
Bogaty w pielęgnujące olejki, bardzo odżywczy. A po czym to poznać? Że po tych 2 miesiącach stosowania mam mnóstwo nowych włosów, które są krótsze od reszty i odstają mi na wszystkie strony, co mnie bardzo denerwuje, ale również cieszy, bo mi strasznie wypadały przedtem.. No i kolejną zaletą są mięciutkie włosy, zupełnie inne w dotyku (w porównaniu z innymi, bardzo chemicznymi szamponami).
Czym są poszczególne składniki tego Babydream'a można poczytać na blogu BlondHairCare.
Polecam :)
Teraz kupiłam Bbabydream dla dzieci (też płyn do kąpieli), bo akurat tych dla mam nie było. Podobno też jest niezły, okaże się :)
Pozdrawiam!
edit: nie, nie jestem w ciąży :P głupki ;)
poniedziałek, 9 lipca 2012
99.
Dzisiaj chciałabym troszeczkę napisać o podkładzie mineralnym Pixie, czyli generalnie o polskiej marce minerałów. Tak więc niby RECENZJA. Do tej pory używałam Everyday Minerals, jednakże co parę miesięcy producent podnosi ceny, co mi nie odpowiada :P Więc szukałam alternatywy. Postanowiłam dać szansę polskiej marce. I niestety się zawiodłam...
W sklepie internetowym http://kosmetyki-mineralne.com/ (na którym ostatnio też się zawiodłam :P nie odpisywali mi na maile ani nie odbierali telefonu, ale na fb siedzieli cały czas..) zamówiłam kilka próbek, akurat była promocja na kosmetyki Pixie. Wybrałam odcienie: Ayperi 0, Ayperi 1, Breena 0, Calista 0 i Calista 1. Najlepszym kolorkiem dla mnie okazała się Calista 1. Więc pomaziałam się rano, w niedzielę. Dzień wolny, nie będę się przemęczać i pocić - sobie pomyślałam. Taa upał był, owszem, może nie tak wielki jak w zeszłym tygodniu. Jak tylko czoło zaczęło mi się pocić - myślałam ze wyjdę z siebie, tak mnie skóra zaczęła swędzieć. To nic, myślę sobie, to w zimie będę używać Pixie, jak nie będzie się tak ze mnie lało. Ale niestety... Po 2godzinach podkładu już prawie nie było na twarzy. A nałożyłam 2 warstwy, bo słabo kryje. Poprawiałam go 2 razy i niestety... Ciągle ekspresowo znikał z twarzy. Jestem rozczarowana. I na pewno nie kupie pełnowymiarowych opakowań. EDM mimo upału sobie radzi.
A tak konkretnie.
Podkład jest przeraźliwie suchy. EDM jest bajecznie kremowy w porównaniu z Pixie.
Trwałość.. żadna. EDM zostaje ze mną na cały dzień, bez poprawek.
Krycie.. żadne. Nie zakryło nawet minimalnych zaczerwienień na twarzy, a nałożyłam 2 warstwy. A potem jeszcze dwie..
Nie podrażnia. Tzn. nie wyskoczyło mi nic po tych 4 warstwach Pixie :P Ale swędziało mnie czoło. Więc tak jakby podrażnia ;)
U mnie się kompletnie nie sprawdził i ja nie polecam. Może ktoś inny byłby zadowolony. Ja - nie.
Więc nadal musze szukać zamiennika EDM...
W sklepie internetowym http://kosmetyki-mineralne.com/ (na którym ostatnio też się zawiodłam :P nie odpisywali mi na maile ani nie odbierali telefonu, ale na fb siedzieli cały czas..) zamówiłam kilka próbek, akurat była promocja na kosmetyki Pixie. Wybrałam odcienie: Ayperi 0, Ayperi 1, Breena 0, Calista 0 i Calista 1. Najlepszym kolorkiem dla mnie okazała się Calista 1. Więc pomaziałam się rano, w niedzielę. Dzień wolny, nie będę się przemęczać i pocić - sobie pomyślałam. Taa upał był, owszem, może nie tak wielki jak w zeszłym tygodniu. Jak tylko czoło zaczęło mi się pocić - myślałam ze wyjdę z siebie, tak mnie skóra zaczęła swędzieć. To nic, myślę sobie, to w zimie będę używać Pixie, jak nie będzie się tak ze mnie lało. Ale niestety... Po 2godzinach podkładu już prawie nie było na twarzy. A nałożyłam 2 warstwy, bo słabo kryje. Poprawiałam go 2 razy i niestety... Ciągle ekspresowo znikał z twarzy. Jestem rozczarowana. I na pewno nie kupie pełnowymiarowych opakowań. EDM mimo upału sobie radzi.
A tak konkretnie.
Podkład jest przeraźliwie suchy. EDM jest bajecznie kremowy w porównaniu z Pixie.
Trwałość.. żadna. EDM zostaje ze mną na cały dzień, bez poprawek.
Krycie.. żadne. Nie zakryło nawet minimalnych zaczerwienień na twarzy, a nałożyłam 2 warstwy. A potem jeszcze dwie..
Nie podrażnia. Tzn. nie wyskoczyło mi nic po tych 4 warstwach Pixie :P Ale swędziało mnie czoło. Więc tak jakby podrażnia ;)
U mnie się kompletnie nie sprawdził i ja nie polecam. Może ktoś inny byłby zadowolony. Ja - nie.
Więc nadal musze szukać zamiennika EDM...
Subskrybuj:
Posty (Atom)










